Social Media

Nie chce iść na wesele

Październik 23, 2018


Nie ma nic gorszego niż zaproszenie na wesele, na które nie chcemy iść – i zaznaczymy to od razu, nie, że nie możemy, tylko nie chcemy. Powodów może być milion. Nie odpowiada nam termin, nie lubimy Pana Młodego, zazdrościmy figury Pannie Młodej, nie mamy z kim iść lub nie lubimy wesel. Każdy znajdzie sobie coś dla siebie. Niemniej, należy się zastanowić, czy wypada nam odmówić i jak powiedzieć, że nie chcemy iść?

Na blogu pojawia się, raz na jakiś czas, wzmianka, że wesele nie jest żadnym przymusem i niczego na nikim nie wymusza. Ślub dwojga zakochanych i impreza, którą organizują z tego powodu, powinna być czymś, w czym wszyscy chcą uczestniczyć. Cieszyć się możliwością celebracji tego dnia i uśmiechać na samą myśl o tych wszystkich gościach i możliwościach rozmowy z nimi. Zapewne właśnie tak wyglądałaby idealna definicja ślubu i wesela – wszyscy chcą. Jednak realia są trochę inne. Nie wszyscy, którzy tego dnia pojawią się w domu weselnym o tym marzyli i pewnie chcieliby być gdzie indziej. Niektórzy nie potrafią odmówić, bo czują, że im nie wypada, a inni boją się lub nie wiedzą jak powiedzieć, że nie mają ochoty brać w tym cały przedsięwzięciu udziału. Stając przed takim dylematem, musimy na wstępie wiedzieć, że jeśli nie chcemy, to nie musimy iść. Nikt nas do niczego nie zmusza, a jednocześnie nikt nie powinien mieć do nas jakichkolwiek pretensji. Nie ma do tego prawa.

Relacje międzyludzkie są zawiłe i budowane w oparciu o poznawanie się lub o momenty. Te drugie, to niespodziewane emocje, które potrafią wyryć trwały ślad w naszej głowie i jednoznacznie skojarzyć je z daną osobą. Nie nam oceniać teraz, które z tych relacji są trwalsze, niemniej można przyjąć, że relacje w rodzinie i przyjaźni mają najczęściej ten pierwszy charakter. Tak więc, jeśli ktoś, kogoś zaprasza na swoje wesele, a jeśli ta osoba nie chce przyjść, to nie uważam, że powinniśmy traktować go gorzej lub co gorsza strzelać focha. Naturą ludzką jest różnica charakterów. Jedni chcą spędzać wieczór w domowym zaciszu, a inni w klubie. To autonomia i ją, w kontekście innych ludzi, musimy zaakceptować, ale na pewno nie wyciągać daleko idących wniosków i skreślać kogoś po jednej decyzji.

Jednak z drugiej strony, zwłaszcza kobiety, a w kontekście wesela, Panna Młoda, może strzelić focha. Do tego im bliższa osoba jej odmówi, tym foch będzie większy i jeśli chcemy mierzyć wszystkich tą samą miarą, to należałoby napisać, że ma do tego prawo. Niemniej, nasze zachowanie, to drażliwy temat i każdy przypadek pasowałoby rozwiązywać indywidualnie, w oparciu o indywidualnym charakter i daną sytuację, w której się znajduje. Ciężko tutaj znaleźć złoty środek, ale można pokusić się o teorię, aby być wyrozumiałym dla drugiego człowieka, schować dumę do kieszeni i zaakceptować, że ktoś nie chce przyjść. Bo nie przyjście na wesele nie oznacza, że ktoś nas nie lubi.

Nie chce iść na wesele.

Jeśli otrzymamy zaproszenie na wesele, to mamy prawo, aby nie przychodzić. To przywilej, a nie rozkaz. Nigdy nie napiszę, że odmawiając wyjdziemy z całości z twarzą. Nie jest to zależne od nas. Możemy zrobić wszystko idealnie według tego co podpowie nam niejeden poradnik i pani w porannej telewizji, jednak to jak zostaniemy odebrani i potraktowani, nie zależy od nas. Jeśli mamy szczęście, to po prostu ktoś to zrozumie, albo będzie udawać, że tak jest. Niemniej, śmiało można przyjąć, że po drodze mogą wystąpić pewne komplikacje, które jednak można zminimalizować.

Przede wszystkim, liczy się termin odmowy. Powinniśmy zrozumieć, że im szybciej o tym powiemy, tym lepiej. Szybsza odmowa, to spokój ducha dla nas i spokój dla organizatorów, bo co zrobić z takim delikwentem, który odmówi dzień przed? Albo zdecyduje, że nic nie powie i na koniec nie przyjdzie? Stolik przygotowany i opłacony, posiłki opłacone, a nas nie ma. Można zrobić tak tylko w jednym przypadku, jeśli jesteśmy debilami. W każdej inne sytuacji nie wolno nam tak uciekać od odpowiedzialności. Musimy poinformować Parę Młodą, że nie nas nie będzie, a czy przy tym powiemy prawdę, czy nie, to sprawa drugorzędna.

No właśnie, co w ogóle powinniśmy powiedzieć, aby zminimalizować ewentualną katastrofę? Najlepiej podejść do tematu dyplomatycznie i powiedzieć, że bardzo dziękujemy za zaproszenie, że jest nam niezmiennie miło, że życzymy wszystkiego dobrego, ale… tutaj należy wstawić odpowiedni powód. Można poinformować, że nie chodzimy na wesela lub ich nie lubimy. Jeśli rzeczywiście tak czujemy, to posługujemy się prawdą, jesteśmy szczerzy, a nasze sumienie jest czyste i najprawdopodobniej trafimy do nieba. A tak naprawdę, to po prostu informujemy kogoś, tak od serca, że ta impreza nie jest dla nas i zapewne będzie ona męczarnią. Ważne, aby w tym wszystkim postawić sprawę jasno. Nie wymyślać i nie tworzyć koła na nowo. Nie lubimy i już.

Jednak jeśli chcemy znaleźć lepszy powód, to zawsze można powiedzieć, że akuratnie tego dnia mamy coś ważnego w pracy lub nie dostaniemy wolnego w ogóle, albo szykuje się służbowy wyjazd. Można poinformować, że to wszystko wina partnera, bo nie mamy z kim iść, a sami nie chcemy tam siedzieć (wkrótce o byciu samemu pojawi się tekst) i boimy się ostracyzmu. Tak naprawdę, jeśli znajdziemy powód chodź trochę poważniejszy niż zajmowanie się kotem, to będzie to dobry powód. Jeśli ktoś w tym momencie zastanawia się, czy nakłaniam do kłamstwa, to cóż, czasami ono jest na miejscu. Tak zostaliśmy skonstruowani i aby kogoś mocno nie urazić, to mówimy półprawdę lub kłamiemy. Mimo, że kłamstwo samo w sobie jest złe, to w niektórych przypadkach jest wskazane. Zresztą dobrze naturę ludzką w tej kategorii opisywał pewien doktor z laską ze szpitalu diagnostycznego Prinstone-Plainsboro.


Jeśli nie chcemy iść na wesele, to nie idziemy. To proste. Ale w tym wszystkim musimy pamiętać, aby zachować się z godnością dla nas samych i organizatorów. Poinformujmy ich tak szybko, jak to możliwe i powiedzmy prawdę (albo nie). Z drugiej strony jeśli kogoś zapraszamy, to uszanujmy, że komuś nie musi podobać się spędzenie sobotniego dnia na przyjęciu weselnym. Co ważne, nie zachowujmy się przy tym, jakby to była największa obraza w życiu, a czyjaś nieobecność nie musi oznaczać, że nas nie lubi. Może lubić i to bardzo, ale za to nie lubi weselnych klimatów.

PS. Z drugiej strony ktoś mógł lub ma romans z narzeczoną/narzeczonym i nie chce w tym brać udziału.

Zdjęcie:
Priscilla Du Preez serwisie Unsplash